Moje pierwsze autorskie ciasto, przy tworzeniu którego wykorzystałem wiedzę o ewolucyjnych mechanizmach warunkujących co nam smakuje i o biochemii żywności. Nie będzie przepisu, bo tworzone było mocno ad hoc, a vista i na próbę, a poza tym mam tylko blachę w kształcie serca więc trudno by było przeliczyć na konkretną powierzchnię. Jak przyjedzie normalna prostokątna to zrobię jeszcze raz i będzie przepis z proporcjami. A dzisiaj trochę o tym jak można wykorzystać wiedzę o naszej ewolucji do tworzenia smacznej kuchni.
Spód z ciasta francuskiego, masa z masła z orzeszków ziemnych, orzechów włoskich i daktyli, doprawiona mlekiem kokosowym, olejem sezamowym i solą, z dodatkiem kandyzowanej skórki pomarańczy. Zapieczone do skarmelizowania. Polewa z oleju kokosowego, mleka kokosowego, cukru i czekolady, doprawiona solą. Posypane wiórkami kokosowymi i siekanymi orzechami laskowymi.

Mamy trzy warstwy, każda o innym smaku i teksturze. Ewolucyjnie lubimy te potrawy w których jest wiele tekstur, smaków, kolorów. Ci którzy lubili takie potrawy wygrywali ewolucyjnie-w czasach niedoboru jedzenia, mikro i makro składników taki zróżnicowany pokarm dawał większą szansę na dostarczenie organizmowi wszystkiego co potrzebuje do dobrego funkcjonowania. Istotna też jest sól-ewolucyjnie była bardzo ważnym źródłem mikroelementów.
Środkowa warstwa zawiera też (dzięki masłu orzechowemu) białko (orzeszki ziemne zawierają aż 26% białka to więcej niż wołowina, drób czy jajka) i dużo tłuszczu, daktyle to mnóstwo cukru. Węglowodany proste, tłuszcz, białko to ewolucyjny dopalacz-źródło siły i kopa energetycznego, bardzo potrzebnego w dawnych, mrocznych (nie było LED-ów ani nawet zapalniczek) jaskiniowych czasach, kiedy dostarczenie takich składników było kluczową kwestia dla fizycznego przetrwania. Dodajmy do tego jeszcze sól i mamy wszystko na co nas uwarunkowała ewolucja a co obecnie jest nazywane comford foodem czyli jedzeniem wywołującym uczucie przyjemności i bezpieczeństwa. Cokolwiek przy dominującym obecnie stylu życia, niekoniecznie najzdrowsze.
Dodajmy do tego jeszcze magię zwana reakcjami Maillarda, zachodzącymi w wysokich temperaturach między białkami a węglowodanami prostymi (takimi jak cukier), dzięki którym np. chleb ma tak pyszną chrupiąca i pachnącą skórkę.
W masie którą przygotowałem do ciasta orzechy nie są całkiem drobno zmielone, co wzbogaca doznania o jeszcze jedna teksturę ale też (znowu ewolucja się kłania) i mamy coś, co chrupie nam w zębach a to również pobudza ośrodki przyjemności w mózgu. Kiedyś chrupkość była oznaką świeżości, wszystko co się psuje, gnije robi się miękkie i papkowate. Więc ci którzy woleli chrupać mieli większą szansę na przeżycie i i przekazanie swoich upodobań smakowych w genach.
Raz jeszcze, podsumowując:
dużo smaków, tekstur kolorów. W tym konkretnym przepisie można jeszcze dodać na wierzch kawałki świeżych owoców (truskawek, kiwi itp) no ale 6 kilometrów do sklepu cokolwiek ogranicza w niektórych sytuacjach
słodkie, słone, tłuste chociaż dzisiaj zdecydowanie niezdrowe to ewolucyjnie oznacza pyszne
chrupanie pobudza ośrodek przyjemności w mózgu, warto jest chociażby posypać danie np. prażonymi ziarnami słonecznika, chleb przygotować w tosterze, podawać świeżo przygotowane grzanki
reakcje Mailarda-białko+węglowodany proste+temperatura to chrupiąca (!) skórka, wspaniały aromat i smak (dlatego warto dodawać np. sok z pomarańczy, figi, czy odrobinę cukru podczas smażenia produktów bogatych w białko
Tak więc chemia może być pomocna w kuchni, nie należy zaniedbywać nauki biologii. Zanim zaczniemy gotować trzeba pilnie badać reakcje chemiczne, smak, kolor i zapach, cudowny rytuał krojenia jak by to ujął Poeta gdyby czcił bardziej Penaty niż Klio
Dziękuję za przeczytanie! Jeżeli artykuł był dla Ciebie wartościowy…
Podoba Ci się ten przepis? Chciałbyś więcej tego typu materiałów?
Wesprzyj to co robię i ciesz się bonusami dla patronów bloga