✨ Należę do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia

Dharma Punk

Goście pojechali w piździec i mogę odpocząć. A także trochę posprzątać w pokoju, bo im więcej mam pracy, tym mam większy pierdolnik. I iść zrobić pranie.
O ile przestanie padać. Bo na razie tak pada, że się nie da.
Co ci przyszło do głowy? Dlaczego nie da się zrobić prania?

Dziękuję za przeczytanie! Jeżeli artykuł był dla Ciebie wartościowy…

Sądzę, że najczęstsze skojarzenie: bo nie ma gdzie powiesić…

Otóż nie. Nie da się IŚĆ zrobić prania, bo pralnia jest w innym budynku.
Przez to, że jest kilka budynków, codzienne czynności, czy to jest wyrzucenie śmieci, czy zrobienie prania, wymagają chodzenia o wiele więcej, niż gdy się mieszka w mieście.
I podczas codziennych aktywności, nawet nie podczas pracy, jestem w stanie wyrobić te mityczne cokolwiek 8 tys. kroków
…chyba że mam załamanie nerwowe. Wtedy kroków robię dziennie 80. Żeby nie narobić pod siebie.
Ośrodek ma dwie części: otwartą i zamkniętą. W otwartej jest sześć budynków. Najmniejszy to domek kempingowy, największe mają po dwa pietra. 
W części zamkniętej, za magiczną bramą, którą mam zaszczyt co poniedziałek przekraczać, żeby zabrać zamówienia na żywność, mieszka obecnie piątka joginów na trzyletnim odosobnieniu medytacyjnym.
W tradycji tybetańskiej trzyletnie odosobnienie medytacyjne jest podstawowym warunkiem, by zostać lamą, czyli takim trochę tybetańskim księdzem. Ale robią je też mnisi i świeccy. Zwykli w sumie ludzie.
W sumie to może być twój sąsiad. Miałem przyjaciela w Warszawie, przez jakiś czas współlokatora (mieszkaliśmy we trójkę i szalone rzeczy się działy czasami) który zamieszkał w ośrodku buddyjskim w Polsce i przeszedł trzyletnie odosobnienie.
Chefem zmywaka jest u nas kolega z Anglii, mnich, który wcześniej przechodził u nas trzyletnie odosobnienie. Chyba rodowity Londyńczyk, bo za chuj go nie rozumiem (a qrwa rozumiem nawet chińczyków miotących po angielsku, Hindusów! i Afrykanów, z trudem, ale jednak. Ale jak on mówi cockneyem to nic nie rozumiem. No i oczywiście jest ogolony na łysy. Typowy brytyjski skinhead i kibol.
A jak już, jak to u mnie zeszło na subkulturę, to miałem rozkminkę ostatnio.
Wracałem pewnie z Hamburga. Jak to ja, krokiem sprężystym, do rytmu oi! jaki leciał na słuchawkach,. Akurat przyjechała znajoma, która przyjeżdża tu od lat. 
I zastanowiłem się co by było, gdyby przyjechał ktoś zupełnie nowy. I pierwszą osobą, którą by zobaczył, bym był ja w stroju wyjściowym.
Glany, dżinsy z podwiniętymi nogawkami, wyćwiekowany pas, koszulka z dwoma skrzyżowanymi młotkami i napisem „working class”, pieszczocha, czapka „Skinhead antyracist”
Nie wygląda jak typowy mieszkaniec ośrodka buddyjskiego.
I za każdym razem, kiedy o tym myślę, poprawia mi to humor. Zawsze sprawiało mi wielką radość łamanie schematów i stereotypów. 
A cóż nie wydaje się być bardziej odległe od stereotypowego rozmodlonego, pogrążonego w medytacji i będącego ogólnie miękką fają buddysty od wściekłego, dzikiego, agresywnego i wqrwionego panka czy innego skinheada.
No to qrwa poczytajcie o Drukpa Kunleyu, oświeconym joginie z Bhutanu co on odpierdalał. Rozjebie wam mózg. Jako i mnie przed laty  rozjebało.
I pewnie też to, że jest coś takiego jak Dharma Punk, bardzo właściwie nieostry i mało znany termin pierwszy raz użyty przez Noah Levina i nazwa założonej przez niego sanghi (wspólnoty) buddyjskiej Dharma Punkx dla ćpunów, punków i innych wyrzutków, którzy źle się czuli i byli źle widziany w amerykańskich grupach buddyjskich robiących wrażenie spotkania towarzyskiego klasy średniej.
„Pierwotny etos punka zawsze dotyczył społeczności. I tego nauczał Budda. Powiedział, że warunkiem wstępnym każdej duchowej ścieżki jest posiadanie mądrych duchowych przyjaciół. To właśnie oferowali sobie nawzajem punki, a także głębokie kwestionowanie, a nawet poszukiwanie celu w życiu poza materializmem”
Josh Korda jeden z nauczycieli w Dharma Punx
Jest też Brad Warner, dla mnie jednym z najważniejszych nauczycieli. Basista punkowych Zero Defex i Dimentia 13, hard core punk i mistrz szkoły Zen Soto z Japonii.
I fan filmów z Godzillą. Przez które doszedł do Zen. Zaprawdę duch tchnie kędy chce…
Jest coś takiego jak stereotypowa pobożność. Zazwyczaj trochę prześmiewcze i negatywne postrzeganie typowego obskuranta, zazwyczaj ze wsi lub małego miasteczka. I jak każdy stereotyp ma oczywiście w sobie trochę prawdy i jest jednocześnie, jak każdy stereotyp całkowicie fałszywy.
Subkultura („punki, skini, chuligani”) ma całościowy charakter. I jest spektrum. Spektrum postaw i stylów. Od dziaders punków dyskretnie identyfikujących się wizualnie przez małe logo Fred Perry czy dres Bena Shermana, poprzez zawsze ascetycznych w ubiorze hard core punków, przez irokezy, dredy po bezdomnych crust punków.
Jest też oczywiście modyfikowana w każdej kolejnej kulturze krajowej/lokalnej od „szkoły Hamburskiej” kiedyś i hamburskiego oi! dzisiaj, poprzez białoruskiego Mister X po kapele (i załogi!) z Ameryki południowej i Azji. 
Każda częśc kultury ma swoje odbicie, często w krzywym zwiercoadle, czesto pokazujace brzydka prawdę od której społeczeństwo ucieka.
Więc i religia pojawia się w punku. Częściej wprawdzie jako wyśmianie.. ale imo głównie wyśmianie obłudy religianctwa i obskurantyzmu. Myślę swoja drogą, że to mocny punkt wspólny polskiego i amerykańskiego punka.
Oczywiście religia w pozytywnej roli też jest punku obecna. Ale przede wszystkim nie buddyzm a.. ISKCON Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny. Ci śmieszni faceci w dziwnych pomarańczowych szatach, co śpiewają Hare Kryszna i rozdają jedzenie. czym notabene przyciągali wielu punków.
Z kolei radykalne skrzydło Straight Edge punk czyli trzeźwych punków, poprzez napierdalanie pijących piwo na koncertach doszło w swojej ewolucji do islamu. Oczywiście zawsze jest to religia rozumiana i interpretowana subkulturowo, jako miejsce dla wyrzutków i sprzeciw wobec systemu.
Życie w ośrodku buddyjskim jest też trochę formą sprzeciwu wobec systemu. a właściwe, życiem trochę poza systemem. Nie tylko dlatego ze mieszkam prawie w lesie, 500 m do przystanku, 600 m do najbliższego sąsiada, 1,5 km do najbliższej wsi i 300 metrów do najbliższego rezerwatu, ale tez dlatego że pracując (i żyjąc) w organizacji religijnej jestem poza logika zysku dzisiejszego systemu ekonomiczno-politycznego. Trochę z boku, trochę na drodze mniej uczęszczanej wśród mniej uczęszczanych.

U nas w gastro najlepszą motywacją do dobrej pracy jest dobry napiwek. jeżeli podoba ci się, to co piszę zostaw mi napiwek

Moje media społecznościowe